Category Archives: Małgorzaty okiem……

(2) Zysk i S-ka

(2) Zysk i S-ka.

za pomocą (2) Zysk i S-ka.


WIELKI PIĄTEK…….ścisły post

IMG_3378835507938NIE WIEM KTO JEST autorem zdjęcia, ale znalazłam je na profilu Artura Zawiszy na fb.

Zdjęcie niesie tyle treści, że komentarz zbyteczny. .


pokora………

NIE DYSKUTUJĘ o niczyjej religijności. Każdy nosi w sercu to w co wierzy,Jeśli chce pokazać swoją religijność. ….Jego/Jej  sprawa.NIE DYSKUTUJĘ zatem,ale……Ale dziś trafiłam na fotomontaż mniej więcej taki: kobieta , młoda kobieta w fantazyjnie zamotanej chuście na głowie, uśmiechnięta, oczy roześmiane. POSTAC JEJ  w tzw planie amerykańskim w ramce,czyli jest to jakby jej zdjęcie. To z lewej strony foci,a z prawej: postać Jezusa, zgięta jakby w półukłonie przed owym  zdjęciem młodej kobiety….Pytam, tylko pytam: CO TO MA BYĆ. …? Zajrzałam na profil pani X. A tam pełno takich dziwactw……….No nie wiem……Nie mnie oceniać, a oceniać nie lubię. ALE…..

Tak sobie myślę, że lans ma też swoje granice. Słitfocia to nie …..no właśnie , jak nazwać. ?….no i moje pytanie: gdzie są proporcje między sacrum a profanum……..i jedno słowo podpowiedzi dla pani X :  POKORA.

POINTA: Jest czas na sacrum i czas na profanum.Kazdy niech ustala swoje proporcje,ale nie ma we mnie zgody na zabawę, na profanację. NO ba.. nie powstrzymam się przed okresleniem: nie ma zgody na….ŚWIĘTOKRADZTWO.No cóż……pani X sama sobie wystawia świadectwo. Mnie nic do tego.Wyrazilam tylko swoje zdanie.Ale  dodam, ze trochę…POKORY. ….. przyda się każdemu.


serdeczna wartość pieniądza. …chłodna kalkulacja uczuć. …..

Antonio  Damasio,  neurolog, bodajże wloski neurolog badał pacjentów, którzy wskutek uszkodzenia mózgu nie odczuwają żadnych emocji i działają zawsze racjonalnie.Nie polegają na swojej intuicji,nie ulegając żadnym namiętnościom, na chłodno przetwarzają wszystkie informacje. Rozważają zatem wszystkie  ZA i PRZECIW. Ale,o ironio !, wcale dzięki temu NIE zarabiają więcej pieniędzy! Takie osoby zawsze przegrywały z osobami,które reagują emocjonalnie,  normalnie.

 

Tak się  zastanawiam. …jak to jest z wyborem partnera…takiego na tzw.CAŁE ŹYCIE.  Czy łatwiej mają osoby kalkulujące, myślące racjonalnie: oto nadszedł czas, kończę studia,zaraz będę mieć pracę. …czas więc uwić gniazdo, złożyć w nim jajeczka, wysiedziec je….nie,no racjonalnie myślący raczej sadzi drzewa,płodzi syna/ córkę, buduje/kupuje dom…wszystko w odpowiednich miejscach, czasie i proporcjach……jego kobieta raczej nie musi być tą jedyną, wyśnioną, pierwszą, najważniejszą, ale z pewnością bywa raczej ostatnią,bo takie racjonalny ma zasady raczej niż uczucia.Ale norma ta dotyczy  również  sytuacji odwrotnych: facet nie musi być ideałem, wzorcem,rycerzem na białym koniu,pierwszym,wyśnionym etc….raczej lepiej, żeby nie podjeżdżał na rumaku, dobrze byłoby, gdyby nie był jakimś cudem, bo to bywa stresujące. …..Racjonalna rozważa wszystkie ZA i PRZECIW,no i …dokonuje na chłodno wyboru: ten będzie mężem, ojcem moich dzieci i żadnych burz namiętności…A  może łatwiej mają osoby reagując emocjonalnie……tzw.WIELKA MIłOŚĆ, burze namiętności, motyle w brzuchu,sceny zazdrości, szaleństwa hormonów, emocji i uczuć. ? CO mówią badania,statystyki i starsze panie……? KTO ma większe szanse na powodzenie,że jego/jej wybór życiowego partnera będzie tym trafnym wyborem ……Aż śmierć nas nie rozłączy. ?…Czy zadziała prawo SERDECZNEJ WARTOŚCI PIENIĄDZA , pardon,UCZUCIA czy większe powodzenie ma chłodna kalkulacja…..

 

POINTA: moja pointa jest następująca……..zakochałam się albo wydawało mi się raczej,że tak było i prawie 30 lat przeżyłam z kimś, kto mnie nie szanował, oszukiwał, a właściwie chyba nawet nie kochał. Nie kalkulowałam, nie kombinowałam, jak łysy koń pod górę….Byłam cała i bez reszty, zawsze i wszędzie……teraz,gdy ja potrzebuję wsparcia…no cóż, usłyszałam, że nie mam co na nie liczyć. Dziś ktoś inny powiedział mi,że mnie nie rozumie, jak mogłam tak długo być ślepa, głupia i tkwić…….innymi słowami, ale sens był taki . Najgorzej , że ja to wiem. Ale ponieważ usłyszałam to kolejny raz i od kogoś ważnego. ………zabolało podwójnie. No cóż, wnioski nasuwają się same: szczęśliwsi są chłodni, racjonalnie myślący. Może wolniej , wg doktora Damasio dochodzą do fortuny,ale nie przeżywają burz, rozterek i….mają tę swoją chłodną stabilizację.I na swój sposób są szczęśliwi.

A ja….? A kogo obchodzi taki ktoś, jak ja. ……………………..Może jeszcze nie jest za późno na chłodne kalkulacje… może czas zapomnieć o porywach serc..? NIGDY.


autotomia……

AUTOTOMIA. …fizjologiczna reakcja obronna polegająca na odruchowym odrzuceniu części ciała w sytuacji zagrożenia oraz na szybkim zabliźnianiu się rany…….

 

Mąż i żona to ciało jedno i dusza. ?…nie dało się inaczej juz żyć…………..odrzuciłam po bez mała 30 latach w reakcji obronnej,by nie umrzeć z rozpaczy……Teraz odrzucić mi przyjdzie, tj pogodzić się być może z życiem bez wyciętego przełyku i z jakimiś rurami wystającymi na zewnątrz…….krzyczę, że nie zgadzam się….ale czy lepiej jest umrzeć czy żyć z rurką. ?..przecież nie wiem……nie wiem.

Mój Boże. ….życie cudem jest,ale zycie to też sztuka wyborów. …….nie wiem. NIE WIEM. Nie wiem…………


…o tym,jak (NIE)świętować DNIA KOBIET…..

No i trzeba zmierzyć sie z TYM dniem….DZIEŃ KOBIET.

Kiedys to przynajmniej było wiadomo:dostaniemy parę rajstop,złamanego goździka albo wymiętolonego rachitycznego tulipana i trzeba jakos ugościć,udając swoj zachwyt:ACH,NIE TRZEBA BYŁO….stawiając fusiastą kawę w szklance,pączka,a co bardziej natarczywym kolegom….kieliszek wódki nalany z butelki zatuchlonej w biurku czy za segregatorami….No to były czasy jednoznaczne…facet to facet,baba to baba.

Wspólczesnie,ze tak powiem…. nie nalezy do dobrego tonu świętowanie  DNIA KOBIET…..Wyzwolone z obłedu Ciemnogrodu sie baby zrobiły,ot tyle Wam powiem.Uciekamy przed objawami czułości,udajemy,ze przytulanie,mizianie,całusek tego dnia to fanaberia naszego samca,a kolegów  zaś odsyłamy na drzewo:CZYS TY ZDURNIAŁ????A mogłoby byc tak miło……No,bo co komu szkodzi jakis tulipanek,rózyczka,śniadanko do łóżka itp karesy poranne,a w pracy małe cappucino z kolegą w porze lunchu……no,ale jak nie wypada to nie wypada…..Prychamy zatem niby kocice,uciekamy z taką prędkością,jak przed zboczeńcami w parku……I co poradzić,ze z jednego zniewolenia wpadłysmy w drugie……

POINTA: kochani nasi Panowie….koledzy z pracy,bracia,synowie,a juz na pewno nasi męzowie,kochankowie,przyjaciele,narzeczeni, zalotnicy….jak Was zwał,tak zwał,ale posłuchajcie uważnie……Spróbujcie zapomniec o nas w tym dniu….W TYM właśnie……Zobaczycie ,jakiego znaczenia nabiera słowo <FOCH> Wiec tak po przyjaźni…radzę poprzytulać,pomiziać,zadzwonic,przygarnąć,zabrać na fajny spacer(dzis sobota!),zaprosić na obiad,niech to Wasze kobiecisko choć dzis nie stoi przy garach,nie zapomnijcie tez o symbolicznym bukieciku…….to zawsze zwala z nóg,mimo,ze na setke usłyszycie:NO COŚ TY ZWARIOWAŁ,NIE MASZ NA CO FORSY WYDAWAĆ……Na bank jednak wszystkie przyjaciółki będą musiały usłyszeć jaki to bukiet kwiatow Wasza PAni dostała….nawet,jesli to bedzie 1 różyczka 🙂 I pamiętajcie o nas cały rok…..mozemy byc czasem niefajne,ale kochamy WAS……ech……


Przypowieść o tym,jak Wariatka Małgorzata spotkała Mistrza i co z tego wynikło…cz.1Drogi się skrzyżowały. ..i nie da się tego odwrócić

Doszły mnie słuchy, że jakieś niepospolitej urody niewiasty (i nie mam tu tylko fizis na względzie) mówią o mnie,że jestem wariatką. Taką potocznie pojętą szaloną i taką,co to trzeba ją leczyć,osobą…No ba.To wiadomość jest.

A ja to się przekornie nawet bardzo cieszę.Bo nie lubię być pospolitą gąską, w szaroburym sweterku, z grzywką,jakby ktoś miskę na łeb wsadził,z poobgryzanymi pazurami,z wiecznie tłustą cerą i brudnymi włosami, w lekkim niby wycofaniu,a tak po prawdzie w szalonym rozpędzie, jakby się bała, że świat nie zauważy, że świat zignoruje. To i pewnie dlatego charakter paskudny.Szkaradne fizis chodzi w parze często z pokaleczoną psyche.

Nie jestem więc gąską. Nie jestem ani szara,ani beżowa, nie obgryzam pazurów, noszę się albo glaniasto, albo szpilkowo, ale zawsze JAKOŚ, włosy może tylko w zbyt wielkim nieładzie, jakieś takie kudłate, w oczach iskierki…a to gasną, a to się zapalają. No cóż, nietuzinkowa jestem.I znowu nie tylko o fizis mowa.Tak to streścić można. Nietuzinkowa jestem, to i na nietuzinkowych trafiam.Pełzające gadziny. …te nisko przy ziemi i te plujące jadem z wysokości gałązek ..omijam łukiem. Szkoda czasu na edukację i stawianie śmiałych tez,ze ŹYCIE CUDEM JEST albo,że NAJCIEKAWSZE CZEKA ZA ZAKRĘTEM. …A,bo jest i,bo czeka……….

Jakieś może półtora roku temu moja ścieżka przecięła się ze ścieżką kogoś naprawdę, oj naprawdę. ..Facet,ale żeby nie było, że coś. …CZŁOWIEK zatem.Niby jakiś nieśmiały, cichutkie puk-puk, czy zechciałabyś…Zechciałam.I zaczęła się znajomość, cholerka wie jaka….Mnie tam wystarczy świadomość, że jest.Cieszę się, gdy On się cieszy,smucę, gdy On nie wie,że ja wiem …W sumie dziwne to wszystko.Irytuje mnie i wysyłam Go na drzewo,ale nie umiem ściąć tej gałązki, na której przysiada zdziwiony, pytając ….czemu aż tak..?Niepospolita ta nasza znajomość i nietuzinkowa….Tak naprawdę to nie wiem KIM jestem i KIM On jest.Ale czy nazwy są takie ważne. ……Choć ja tak wierzę w słowa. …więc. …

Po pierwsze to MISTRZ, bo ja Małgorzata.Po drugie to MOTYL EMANUEL, bo ma 158 pomysłów i marzeń,więc przysiada to tu,to tam.Po trzecie to ZAKLINACZ KONI, ale tę stronę znam tylko z teorii i obserwacji. …no może udało mi się tak ze dwa,trzy razy usłyszeć jakiś ciekawy monolog. No i wreszcie jest też taką mieszanką wybuchową. ….trochę Mistrza,trochę Motyla i Zaklinacza, ale takiego od ludzi i marzeń. …..I tak oto doszliśmy do sedna sprawy.

Nie wiem,jak On to robi,ale potrafi wkurzyć, zirytować, zagotować wręcz,a jednocześnie zarazić swoimi pomysłami. …..Bo potrafi,jak nikt inny wynaleźć nagle jakąś ideę, pomysł,marzenie i zarazić nimi, niczym dźumą, cholerą czy innym szaleństwem.Za  każdym razem się wściekam i miotam, wykrzykując…..a po co mi to….?! I za każdym razem dam się wciągnąć. ….

TYM RAZEM sprawa dotyczy książki. I  nie jest to jakaś mało ważna pozycja na rynku czytelniczym. To „Legion” Elżbiety Cherezińskiej.

…….ale o tym po małej przerwie.

cdn………….


%d blogerów lubi to: