Category Archives: Małgorzaty okiem……

PRZYPOWIEŚĆ o tym,jak DOROSŁA KOBIETA POZNAJE POTĘGĘ MIŁOŚCI tam,gdzie NIE SPODZIEWAŁA SIĘ NAWET CIENIA ZAANGAŻOWANIA i DOWIADUJE SIE ,że BOSKI OBIEKT WESTCHNIEŃ jest WYTWOREM WYOBRAŹNI…

Jak to jest… spotykasz kogoś,kto jest absolutnie BOSKI,ale też absolutnie ZAKAZANY…Artymia serca…Nagle pojawia się,jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki KTOŚ…taki dr KLIN.Uciekasz,wymykasz,boisz,w końcu zatrzymujesz sie w półkroku,półobrocie,przyglądasz i….ulegasz,bo chcesz zapomnieć o…BOSKIM ZAKAZANYM.Ale tez całkiem NAGLE okazuje się,ze jesteś…zakochana po uszy…..a BOSKI jakby zblakł,poszarzał,stracił na swej atrakcyjności w każdej sprawie.Potęga miłości???

 

POINTA: Miłośc,jak każda niespodziewana historia…czai sie za rogiem….I nie ta ważna i wielka,która łatwo przychodzi…..Ochy i achy szybko powszednieją….Czasem ważne jest zdobywanie,kotłowanie,tysiące ZA,ale i PRZECIW…..przyciągania,odpychania i znów przyciągania…..Sex???no jest wazny,ale najważniejsze jest TO COŚ…..PEWNOŚĆ,ZAUFANIE,STAŁOŚĆ,ale i ZAGADKA,TAJEMNICA,ciągłe ODKRYWANIE nowych obszarów…..Absolutne podobieństwo albo absolutne różnienie się….na TO nie ma recepty….Ale recepta,a raczej  magia tkwi w słuchaniu i słyszeniu wszystkich odcieni,szeptów i krzyków,we wspólnej ciszy i wspólnym hałasie…Ciągle na nowo i ciagle constans……Paradoks….ale im więcej ciszy…tym większa tesknota i większe pragnienia bycia razem…Piękno ŚRODKA odbija sie w oczach,w ustach,w dłoniach,w gestach,mowie ciała….ciała,które za cholerę nie musi byc WZORCEM METRA Z SEVRES…….Piękno środka jest pięknem szarości…..szarych komórek mózgowych.Czy kobiecie trzeba więcej… facet,który myśli…mózgiem,sercem,duszą.Facet,który jest zagadką.Facet,ktorego mozna ciągle i wciąż odkrywać na nowo.Facet…po prostu…facet.Reszta to dekoracje.Przyjemne,miłe,ekscytujące…ale tylko dekoracje.

ANEKS:

…a BOSKI?????A BOSKI to raczej wytwór wyobraźni,mglista projekcja marzeń…O czym? o tym,że czasem marzenia sie spełniają…w bajkach dla małych dziewczynek…Ale przeważnie przychodzi wilk i wszyscy mają przechlapane……..

 

[tekst powstał wczoraj….18.12.2013]


Mała dziewczynko…..

Wczoraj miała URODZINY pewna mała dziewczynka…..pewnie nigdy JEJ nie poznam.Ale gdyby sie tak zdarzyło…opowiadziałabym JEJ,jaka jest szczęśliwa,że urodziła się juz w tym tysiącleciu….ze nie wie co to stan wojenny…Gdzies kiedyś rodzice albo dziadek opowiedzą JEJ o tym,ale nie dane JEJ bedzie wspominać tego czasu…I CHWAŁA BOGU….My tzw. kombatanci czy tzw.stracone pokolenie czy pokolenie straconych szans…..jesteśmy w gruncie rzeczy nieszczęśliwi…Ciągle na coś czekaliśmy i teraz tez czekamy….A TA prawdziwa WOLNOŚĆ,bo głównie na nią czekaliśmy….nie nadchodzi.I co,że dane nam było życ w ciekawych czasach i ciekawych miejscach….Canada,USA,Szwecja,Francja,Włochy,Cypr,Australia,Wielka Brytania…..mam wymieniac……Wszędzie dobrze….ale to nie dom ….nie Ojczyzna.

Mała dziewczynko…zapytaj kiedys swojego Dziadka…dlaczego kocha swoją Ojczyznę…Choć oboje mieszkacie poza nią…jest ONA obecna każdego dnia w Waszym domu…zapytaj…dlaczego BÓG-HONOR-OJCZYZNA ….i dlaczego w oku łza,gdy grają nasz hymn na stadionach świata…….

POINTA:Nie będzie dziś żadnej…..Niech każdy sam dopisze do tej małej historii swoja POINTĘ…………………………………………


…kocham moją Mamę…

Zobaczyć uśmiech na twarzy..a właściwe w oczach mojej Mamy. …to wielkie szczęście i radość dla mnie.Siedzimy w fotelikach..oglądamy juz czwarty film…kupiłam w prezencie podchoinkowym DVD. …jest fajnie. ..jak w dzieciństwie. ..gorace kakao i pierniczki korzenne…no i gadamy, śmiejemy się,wspominamy, oglądamy filmy…
…….
Kocham moją Mamę. ..i mam nadzieję, że z wzajemnością. …okazujmy swoim bliskim uczucia…czas tak szybko mija……


Xawery nadciąga….nad Polskę…

Nie mogę spac…..Jutro mam ciąg dalszy badań.Ale….No… pogoda mnie powala.Siła wiatru wzrasta…Podobno juz Xawery częsciowo sie przemieścił nad Bałtykiem…..Skandynawio, trzymaj sie…..Ale daj i nam siłę,by przetrwać.Niemcom sie też podobno oberwie….Hamburgu…trzymaj się…..Ech….ta biedna Europa……Stara i targana orkanami…….


…magia nie lubi rozgłosu…

Prezenty,a własciwie drobne upominki pod poduszki,w buty czy skarpety/pończochy/rajtuzy juz podrzucone???
Jakze ważny dzień w życiu kazdego dzieciaka….6 grudnia….to oczekiwanie na poranek,gdy cos tam mozna znaleźć pod podusią czy we wspomnianych……W domach takich,jak mój….robimy to do tej pory….Ja juz jakby duza córeczka…..nie pytajcie ILE MAM LAT…bo to żenada….hahaha…Nie samo stawianie pytania,ale MOJA ODPOWIEDŹ może być zaskokiem ..heh…Ale do rzeczy…..Chcę powiedziec,ze takie magiczne troche momenty w zyciu każdego powinny sie zdarzać….Wiem,zwiem,ze to moja Mamunia całe zycie podrzucała mi te drobiazgi i dalej to robi….Ja tez sie odwdzięczam JEJ tym samym…..Wiemy ,ze to MY…ale dalej TO robimy w tajemnicy…heh…..
Dlatego doskonale wiem,ze takie miłe magiczne historyjki sa ważne….i obdarzam upominkami swoich bliskich,znajomych,Przyjaciół…..Tzw.mikołajkowe prezenciki…..Oczywiście juz nie pod poduszkami itd……no tego jeszcze by brakowało 🙂 Ale sama pamięć….sam fakt,że się o kimś ciepło myśli…..
Ale dlatego tez wiem,jak ważne są takie chwile dla chorych,samotnych,biednych,niezaradnych……dlatego bez blasku fleszy,bez całej tej zadymy medialnej….w ciszy,w spokoju,w tajemnicy niemal……Bo magia nie lubi rozgłosu………


▶ Celeste Buckingham – RUN RUN RUN….ALL IS FAIR IN LOVE&WAR……U BETTER RUN,RUN,RUN……..

▶ Celeste Buckingham – RUN RUN RUN (Official VideoClip) – YouTube.


…anioły tak mają.

MIEJSCE AKCJI:Kościół garnizonowy,Bydgoszcz
CZAS:niedziela.rekolekcje w Adwencie
OSOBA:ja i tłum wiernych
TEMAT:OKAZYWANIE UCZUĆ i …..CZAS.

[inspiracja do opowiedzenia 3 PRZYPOWIEŚCI:pierwsza- z owych reklekcji,dwie nastepne …z mojego zycia]

PRZYPOWIEŚĆ 1

Kilkuletni chłopiec od paru dni prosi ojca o wspólne zbudowanie zamku z klocków.Ten,jak to zapracowany mężczyzna,przekłada termin wspólnej zabawy i odwleka w czasie…jutro,synku,jutro…..Tak mija kilka dni.Chłopiec niezniechęcony czeka z zabawą na ojca i co dzien powtarza swoja prośbę.Pewnego dnia ojciec nie przyjeżdża po syna do szkoły samochodem.Dzwoni i mówi mu,by ten wrocił wyjatkowo sam tego popołudnia.Chłopiec wybiega z budynku szkoły i w pospiechu wbiega na jezdnię.Wpada pod samochód.Trafia do szpitala w stanie ciężkim.Ojciec całe dnie i noce spędza teraz przy łóżku syna.Ten budzi się po kilku dobach ze śpiączki i uśmiechając sie mówi…..oj tatusiu….nie zbudujemy juz tego zamku razem.Na drugi dzień chłopiec umiera.
…………………
Po całym kościele przechodzi fala szlochu i siąkania w chusteczki….Płaczą panie,co oczywiste,płaczą panowie….czemu nie należy sie dziwić.
…………………
Tu mogłabym pójśc na łatwiznę,wykazując się tyleż erudycją i znajomością rzeczy,co i tanim spojrzeniem na całą tę historię…mogłabym więc zacytować słowa księdza Jana Twardowskiego…..Spieszmy sie kochać ludzi…tak szybko odchodzą…..
Jak to ja….postąpię inaczej….dodam do powyższej PRZYPOWIEŚCI…dwie swoje…i całość spointuję…..też po swojemu.

PRZYPOWIEŚĆ 2

Opiekowałam się swoją o przeszło 30 lat starszą kuzynką…Schorowane kobiecisko,bo to i lata:70+,i zawałowiec,i cukrzyk,i lekarz,a wiadomo:szewc bez butów chodzi…Obie jednak dzielnie walczyłyśmy z przeróżnymi Jej przypadłościami.Byłyśmy kuzynkami,Bóg wie,jak dalekiego pokrewieństwa,ale byłysmy tez …Przyjaciółkami…Oj,bywała to trudna przyjaźń….bo to obie charakterne….aż sie czasem iskry sypały.Byłyśmy jednak jakimś niewyobrażalnym wsparciem dla siebie…w każdej sytuacji….Wiadomo:obie samotne…Ona panienka z wyboru…ja z odzysku.Ostatnio posypało sie to moje kobiecisko,jakoś szczególnie….Powiedziałabym nawet,ze zabrakło Jej chęci do zycia.A bo to szpital za szpitalem,zastrzyki i zastrzyki,tony leków…..masakra jakaś.Przeżywała też moje zawirowania chorobowe,a i ostatnio….uczuciowe.Jakoś ta ostatnia sprawa mocno zapadła JEJ w serce……Doszło nawet do tego,że zaczęła mi robić wyrzuty,że znowu jestem sama…..Że mam zobaczyć,jak to jest źle i żałośnie w JEJ przypadku….Trochę się poróżniłyśmy,a i ja zachorowałam sama…w sumie miałysmy jedynie kontakt telefoniczny przez ostatnie 2 dni.Dalej było juz tylko….dramatycznie.Niespodziewany krwotok,wstrząs krwotoczny i …cała moja akcja,by sie dostac do NIEJ do domu.Ech…i ta walka o JEJ zycie w szpitalu.Gdy była przytomna….przytuliłam się do NIEJ,a Ona do mnie…..Ja juz wiedziałam,ze to ostatni raz.Stałam bezradna z różańcem w dłoni pod sala reanimacyjna i przy otwartych drzwiach umierałam z Nią i budziłam sie do życia…tak kilkanascie…może i kilkadziesiąt razy…..Tak od późnego wieczora do godziny 3.nad ranem.Dzis mija trzeci dzień od pogrzebu.Mam jakieś niejasne wyrzuty sumienia….choc wiem też,ze robiłam wszystko dla Niej,co mogłam.Pociesza mnie to,iż miała świadomośc,że byłam z Nią też w tej ostatniej drodze,gdy walczyła…Że zdążyłyśmy sobie jeszcze tyle powiedzieć na DO_WI_DZE_NIA…i słowem,i gestem,i spojrzeniem.

PRZYPOWIEŚĆ 3

Zakochałam się w KIMŚ,kto na pierwszy rzut oka wydawał mi się przeciwieństwem wyobrażenia o KIMŚ,z kim mogłabym spędzić resztę życia.Jestem po prawie 30-letnim związku ,z którego musiałam się gwałtownie ewakuować.Dmucham więc na zimne.Ten pierwszy wydawał mi się MIŁOŚCIĄ MOJEGO ŻYCIA,więc myslałam,ze po NIm juz NIKT i NIC.Ale ….serce nie sługa,krew nie woda….Krzyczałam,że …..nie pasujemy do siebie,że spadaj dziadu,że sioooo,że daj mi spokój i zawracaj głowe komu innemu….Starałam sie zmylic przeciwnika,robiłam zasłony dymne,udawałam,ze NIC,że …tylko lubię….że nie ma szans…że lata świetlne….No i…poszedł sobie.Mówił,że kocha,ale poszedł sobie,bo wybrał …samotność.Ja nie oceniam,nie wartościuję.Stwierdzam fakt.Ja umieram każdego dnia i każdej nocy z tęsknoty,każdy z miliona kawałków mojego serca boli osobnym swoim bólem milionowego kawałka serca……W dodatku Emilka zdążyła mnie zamordować,teraz moja Mama zrobiła to samo.Oczywiście…moja wina…..Nieeee,nie,nie.Raczej remis ze wskazaniem NA MNIE….Jakby to był jakis pie*rzony ring i walka bokserów.

POINTA:NIE odkładajmy na jutro,na potem,na kiedyś mówienia drugiej osobie,ze …kochamy.Czy to miłość romansowa,czy bratersko-siostrzana,czy relacja rodzic-dziecko,czy tez Przyjaźń…..Słowa,słowa,słowa…ale one też są ważne.Ważne jest też bycie.Gdy sie kogoś oswoi….jest się za NIEGO/za NIĄ odpowiedzalnym w każdym sensie….głównie tym emocjonalnym i uczuciowym…Odchodzić też trzeba umieć.Ale lepiej,gdy można…BYĆ.Sama świadomość,że ktoś jest obok,że śmieje się,płacze,raduje i cieszy,smuci i złości,czasem tylko milczy…sama swiadomośc,ze ON/ONA jest MOJ/MOJA,a JA jestem JEGO/JEJ…..ech….
Złośćmy się,mówmy ,co jest źle/niefajnie/słabo,tupnijmy nogą,rzućmy wyrazkiem…..ale NIE bądźmy OBOJĘTNI.Bo OBOJETNOŚĆ zabija.Milczenie to też rozmowa,ale obojętnośc to KONIEC.Ale przede wszystkim…BĄDŹMY.Obecność jest ważna …takie wspólne bycie.
A czas płynie,życie mija i nagle nie ma obok nas juz tego małego chłopca,nie ma mojej Emilki,nie ma……………Śmierć zabiera bezpowrotnie i zeby była jasność…nie mówimy tu o tym,co POTEM….Tak więc śmierć TU i TERAZ zabiera bezpowrotnie.Odejście/rozstanie/ewakuacja/sfilcowanie sie bywa odwracalne…
JA wiem.Czuję,ze NIE MA juz nadziei…Źle mi z tym.Nie umiałam zawalczyć?/Nie byłam aż tak ważna?/Popełniłam za wielkie …nie wiem….wykroczenia?????Niech TO będzie lekcją dla kogoś…kto może jest w podobnej sytuacji.Nie odwracaj sie plecami,nie strzelaj focha,nie odpływaj ,jak statek we mgle ,pokazując rufę……Warto walczyć,docierać się,dochodzić do wspolnych prawd….Łatwe zwycięstwa bywaja wielkimi porazkami.Trudy sa ciekawsze i daja wielkie owoce/plony……PER ASPERA AD ASTRA…tak mi jakos sie kojarzy…….Ale tez potrzeba woli OBU stron. Sama tych klocków nie ułożę.
…………………

TAKA ta MOJA ….nauka adwentowa.Moje świadectwo miłości.Jeżeli pomoże choć jednej osobie…będę szczęśliwa.Dziwna jestem.Wiem.Anioły tak mają.


małe zobowiązania……

Obiecałam sobie:powoli,bo powoli,ale wrócę do formy….pisarskiej.Zaniedbałam się ostatnimi czasy w tej kwestii.No cóz…miłość.Lubię skupić się na jednym „temacie”…..Wątku nie pociągnę,bo…Juz i tak CAŁY ŚWIAT wie,że …..więc nie ma sensu opowiadać.Zresztą nie byłoby to fair wobec obiektu moich westchnień.ON się skupia na zapominaniu o mnie.Ja na tym,żeby nie zwariować.O zapominaniu nie ma mowy.Ale jakoś czymś muszę myśli zagłuszyć.Trudno mi idzie,bo i jeszcze zapalenie błędnika się przyplątało.Siedzę więc w domu,a właściwie leżę w domu i…rozmyślam.No i przychodzą co chwilę jakieś pomysły do głowy…Czasem dobre….czasem tak durne,ze nadziwić się nie mogę……
Ostatnio rozpoczęłam CYKL Poczet pachruścic…Doszłam do typu z numerem V.Reszta w głowie i w notatkach.I UWAGA_UWAGA_UWAGA: TYP XII będzie o mnie…..A nazywa się…Poczet pachruścic cz.XII JA. Pomyslałam bowiem,że tak ujeżdżam tu na tych chłopakach i dziewczynach,a o sobie ani słowa:) Obiecuje,że będzie OBIEKTYWNIE i suchej nitki na sobie nie zostawię…..Jestem to winna WAM,ale i sobie…no i JEMU…tak na pożegnanie???żeby pozałował???żeby zatęsknił??? a może, żeby odetchnął z ulgą??? 🙂
Wrócę też do CYKLU:JAKAS ZDZICZAŁA TA NASZA CYWILIZACJA…..bowiem moim konikiem w ostatnich…latach było tropienie tzw. GENDER STUDIES…ze szczególnym uwzglednieniem TEGO ZJAWISKA i PROCESU w POLSCE.Musimy sobie uswiadomic groźną skalę tego zjawiska i poznać własciwie je od podszewki,by móc zrozumiec dlaczego trzeba z tym walczyc….
Nastepnym cyklem ,który chcę kontynuować jest z pewnoscia HISTORIA NIE TYLKO JEDNEJ FOTOGRAFII….jakos tak to brzmi…..Jest mi on szczególnie miły z powodu fotografii,ktore sa przyczynkiem do snucia głębszych refleksji na temat zycia…..Fotografie te pochodzą bowiem z rodzinnych starych albumów.
Myślę,ze czas na uporzadkowanie mysli,notatek,na pisanie większych form prozą…..musze zacząć poważniej myslec nad zgromadzeniem materiału do przynajmniej 2 książek:”Negatyw” i „Szafa pełna krawatów”…Jestem to winna niedawno zmarłemu koledze.To On własnie….to Grzes….znany na fb jako Grzegorz Berger…wynalazł mnie tam,”namolestował” w sprawie pisania i wręcz przymusił do pokazania sobie tego, co tam ponawypisywałam przez zycie całe…..Obiecałam MU,ze nawet,jakby co……A własnie stało sie to „jakby co”….wiec na wypadek,gdy Go zabraknie……mam wydac te ksiązki,a jak sie da to pisać,pisac,pisać…..dalej.No to ,jak teraz miałabym wycofać sie…..nie ma takiej opcji….Wycofajko odpada.Słyszysz Mistrzu……? ja wydam te książki nawet bez Ciebie.Pierwszą,a moze i obie zadedykuję Grzesiowi.Chciałabym tez pokazac w ten sposób synowi Grzesia….KIM był Jego Tato.On to wie….Ale chciałabym,zeby nie zapomniał.Ot,taka mała misja…..
Napisałam to,co wyzej…..bo za jakies 2 tygodnie minie 1/2 roku istnienia tego BLOGU…..Czas na małe podsumowania i trochę większe zobowiązania…..Ot i wszystko na dziś…..Spotkamy się TU i TAM….bo będę pisać,pisać,pisać….. 10 grudnia postaram sie obiektywnie podsumować CO i JAK na BLOGU sie działo przez te pół roku.
Dobrej Nocy.Opiekujcie się sobą.Ty wiesz,ze to do CIEBIE.
4x M


PODSUMOWANIE i PODZIĘKOWANIE:)))

Minęły własnie 3 miesiace istnienia NASZEGO BLOGU:”Mistrz i MAłgorzata”…….Nie lubię się pałować czymś,co nie jest warte uwagi….ale ….Ale jednak zrobily na mnie wrażenie tzw. statystyki:)))3 miesiące istnienia i czytaja NAS w 17 krajach na swiecie…..Podziekowania dla POLSKI,co oczywiste,ale i SZWECJI,bo co szósty gośc stamtad właśnie… ❤ Jestescie w tej zimnej SZWECJI niemozliwie ciepli :)) jest juz prawie g.3 w nocy,a TAM KTOS ZAWZIĘCIE CZYTA i CZYTA…..Pozdrowienia:D Co dziesiaty gośc z USA lub z NIEMIEC,co dwudziesty z AUSTRALII…Pozdrawiam tez IRLANDIĘ,KUWEJT,AUSTRIĘ,FRANCJE,WIELKą BRYTANIĘ,CANADĘ,SZWAJCARIĘ,NORWEGIĘ,BELGIĘ,BAHRAIN,WŁOCHY i MEKSYK.Prawie 4000wejść.co daje dziennie prawie 50.gości……Dla mnie to niesamowite…..TYLU CZYTACZY……DZIEKUJĘ WSZYSTKIM i zapraszam na następne wizyty:))) 4 x M [i mysle,ze i Mistrz się dołącza…….]


Koń,jaki jest………….

Koń,jaki jest…każdy widzi.A człowiek…? Kazdy człowiek to dar Dobrego Pana Boga…Co z tymi darami robimy to juz inna bajka.
Za nietrafne wybory i te,które unieszczęsliwiaja nas samych i naszych nietrafnie wybranych….karzemy sie sami…nieszczęsliwym zyciem.Nie wciągajmy w tę matnię Bogu ducha winne osoby…..Bo zaiste to grzech…..nie mnie sądzić ,jak wielki….ale bolesny i okrutny…to wiem na pewno.No.Tyle.


…wróbel….

DOŚĆ,DOŚĆ,DOŚĆ….Dość tych rozterek,cholernych łez i smiechów,co to szybko kończą sie podkówką ust,bo jednak okazuje się,że….dość tych pieprzonych scenariuszy układanych naprędce,w ciemnościch głuchych ,samotnych nocach i bezsensownych dłuuugich spacerach…..ON juz CIĘ skreślił,,,zanim zapisał na listę swoich dokonań,zdobyczy i zachwytów…..Pusty samopałujący sie błazen,pajac czy po prostu zwykły zachwycony sobą doopek……..Nooooo….ogarnij sie…jesteś dla kogos …ANIOŁEM,jestes objawieniem,ratunkiem,zachwytem…..miłością nawet….Uwierz wreszcie w TO….Długo trwac przy Tobie nie będzie w nadziei na dobre słowo,przychylny gest,ciepłe spojrzenie i to krótkie zapewnienie,ze to nie żart,nie zabawa,nie figiel,nie oszustwo……MUSISZ zdecydować wreszcie czego chcesz…..ŁEZ ROZPACZY czy łez ….ROZKOSZY…..Jak odejdzie ….może być za późno…..POKOCHAJ GO z całym bagazem JEGO bólu i radości…..To smutny człowiek,ale TY potrafisz wykrzesać z Niego tyle smiechu i iskier z Jego oczu…….Ech….Dziewczyno…..Rusz to oporne doopsko i zawalcz o COS….co mnie sie zdaje byc czyms…..magicznym….DOŚC czekania na jakies niekonczące sie fantazje….
POINTA:lepszy wróbel w garści niż…..PAW na dachu 😀 😀 😀 A TEN wróbel ma tak czarujacy uśmiech….ech….nie zamieniłabym go na tego krzykliwego pawia…za żadne skarby swiata……….


Aksamit i podszewka :)

Miłość nadaje zyciu aksamitnej miękkości….Powtarzam:MIŁOŚĆ….nie te setki PUSTYCH SŁÓW czy ekstatycznych działań na kanapach,w windach,krzaczorach czy mniej lub bardziej wymyślnych miejscach…..Bo sex,a o nim tu teraz …no bo sex to fajny jest,ale tylko wtedy,gdy jest dopełnieniem,cząstką,przecinkiem czy kropką w niekończącym sią byciu ze sobą,jak te właśnie znaki w zdaniu wielokrotnie złożonym…….MIŁOŚĆ,jak aksamit….a sex…….on ,jak muślin,brezent,kolczuga,a czasem jak …..podszewka w dobrze skrojonym ubraniu…..NIBY niewidoczny dla świata,ale tak istotny dla całości…..


…jakiś kabelek…

ONA lata do dyskoteki….ON chodzi do opery,filharmonii….ONA wykształcenie zawodowe….ON prawie profesor….ONA na złoto,różowo i jakos tam….ON….stonowane,markowe,pachnące….. Na pierwszy rzut oka każde z nich z innej bajki,podłączeni do różnych baz ładowania….dwie różne planety…Majeczka mówi:jednak jakiś kabelek ich łączy…..


Moja odpowiedź na….ZAWIŁOŚCI

Tak sobie myślę,Mistrzu…..że INTELIGENTNY z potoku wypowiedzianych słów potrafi stworzyć perełeczkę elokwencji i czaru……Chwała mu za to.
Ale MĄDRY z ciszy,z milczenia…TRAKTAT FILOZOFICZNY.


ODKRYCIE……..

ODKRYCIE DNIA/TYGODNIA/MIESIĄCA/KWARTAŁU/ROKU/STULECIA (*niepotrzebne skreslić):
Dzień bez Twojego DOBRANOC jest jakiś niezamknięty i bez DZIEŃ DOBRY….niezaczęty…jak żyć w takim zawieszeniu…


Butterfly effect…

EFEKT MOTYLA to anegdotyczne przedstawienie chaosu deterministycznego.Trzepot skrzydeł motyla w OHIO po 3 dniach może spowodować w Texasie burzę piaskową.To tak w skrócie i obrazowo.

Co to?
gdy usta milczą,śpiewa i wzrusza
to dusza,to dusza
co to?
nie raz duszy skrzydła sobie dopinało
to ciało,to ciało
dusza i ciało,serce i rozum
wiedza i sztuka wyśniona
Każda ta para jest wtedy szczęśliwa
gdy w siebie wpatrzona.
[tak Mistrz Grechuta Marek spiewał…]

Nie wiem,doprawdy nie wiem o czym tekst Mistrza,tym razem Tego poniżej traktuje.Żal mi tylko motyli,o których pisze…Jakże tanio je czyta,jakże marne,kruchutkie z nich istotki,bez woli,bez siły,bez perspektyw…..bez osobowości nawet…..Uffff jakie to szczęście,że żywot ich krótki….
Ten tekst….literacko,stylistycznie jawiący sie perełką…Ba.Może nawet kolorowym motylem…….oburza…..Napisany gdzies hen,ułozony przemyślnie w cichości… spowodował burzę w Gdańsku…..Taki swoisty efekt motyla……
Ciało nie musi być niepospolitej urody,nie musi być na wzór dzieł Fidiasza…by było piękne swą skrzydlatą duszą….A dusza….cóz,bywa słaba,wad pełna,słabości i wzruszeń….Dusza i ciało…..Serce i rozum….tak rózniące sie z pozoru w parze,a tak uzupełniające….Szczęśliwe swą jednością,wpatrzeniem w siebie…..Nie pustym narcystycznym umiłowaniem siebie samej/siebie samego….A wpatrzeniem …..Nie chaos to a harmonia,nie zaburzenie realistycznego widzenia swiata,a romantyzm przeplatający sie z twardym stąpaniem po ziemi……..Motylowi nikt rachunków nie zapłaci,długów w szpitalu nie spłaci,kiecki nie kupi,wakacji nie zafunduje…..Motyl(ica) dbac o siebie zwyczajnie musi sama…przysiadaniem i gawędzeniem o chmurach nie wyżywi się,rozprawami o rozszerzaniu horyzontów,o świetlistościach,wypełnianiach, rozjaśnianiach,świata otwieraniach nie umebluje domu…Taka to proza życia….motyl(ica) zna się na tęsknotach,zna na uczuciach,na wzlotach i spadaniu….ale i śrubke wkręci,tapety połozy,wycyklinuje podłogi,kwiaty w bukiety poukłada…..Ale nie odmawiajmy jej praw do tęsknot,do prawd,do uczuć…..Dusza w jej ciele może motylowa,ale duch ….lwa,wilka,niedźwiedzia,orła…..Nie trzepocz zatem Motylu Emanuelu swymi skrzydełkami po próżnicy…..Bo wzniecasz burzę daleko od swego poletka,swej łączki,swej bajkopodobnej krainki……A efekt trzepotu skrzydełek motyla w tym smiesznym cylinderku może mieć skutki ,oj……niebajkowe…
Ważne jest to,co za zakrętem,bo TERAZ i TU…to w tej sekundzie po wymówieniu tych 2 magicznych słów juz przeszłością się staje…..Po co komu motyla dusza? czasem po NIC,a czasem po zapłaceniu tych wszystkich rachunków,po zaoraniu pola,po przebudowaniu świata,po przytuleniu wszystkich nieszczęsliwych dzieci,
psów, kotów…przychodzi chwila oddechu,śpiewu,tańca,biegania boso po deszczu,zapachu mokrej sierści kota czy psa,wpatrywania sie w chmury,wsłuchiwania sie w odgłosy nagrzanej słońcem łąki…..Wymagam i oczekuję…bo TAKA jestem….Tracę siły upadając pod koniec dnia,ale wstaję,by przytulić,pogłaskać,nakarmić,zaopiekować… Płaczę,śpiewam,smucę,zarzucam perłami śmiechu,tańczę i zastygam w bezruchu…..Sinusoida emocji i uczuć….Ale i najbardziej poukładany umysł na swiecie…..Czy to grzech?????jeśli tak….Grzeszna jestem do szpiku kości….Z pokorą krytykę przyjmę,ale nie negację istoty swej duszy i mego ducha…..jestem zapatrzona w siebie,wciąz nienasycona…..Bo taka się urodziłam i nadzieję mam umrzeć taka…..A wszyscy noodni i niepogodzeni z moim istnieniem……życzę Wam pogodnego TU i TERAZ…..bo niewiele więcej Wam potrzeba…A szkoda,bo światy wewnętrzne urozmaicają wiele…..Pod warunkiem zachowania proporcji…
POINTA:NIE ukrywam,ze wkurzona na maxa napisałam ten text…EFEKTT MOTYLA. Trochę polemika,trochę credo….Chaos,ale i przemyślane refleksje….Składam się z wody i ognia,z duszy i ciała,z tęsknot i racjonalnych działań….Nie ma we mnie walki żywiołów…..One się jedynie przeplatają i uzupełniają…..Mój Boże….przykro mi….Jeszcze i to,jeszcze i to….Całe życie tłumaczyć muszę,ze nie jestem wielbładem…..Ale w sumie…..Fajnie sie tak wygadać…
Podpisano:Camela dwugarbna…..Pogłaszcze mnie ktos po grzbiecie…..


Spotkałam ANIOŁA…

Spotkałam ANIOŁA…

I na tym mogłabym zakończyć….Jest WSTĘP:domyślny,że byłam gdzieś i spotkałam,więc był ruch…Jest TEZA:że napotkany obiekt TO ANIOŁ.Jest ROZWINIĘCIE:nie ma co podważać TEZY:ANIOŁ to ANIOŁ i tyle….skoro tak poczułam to oznacza,że wiem.Jest wreszcie i ZAKOŃCZENIE:Gdy cały dzień cierpię,a na koniec dnia ogłaszam NOWINĘ:Spotkałam ANIOŁA… nie ma dyskusji…widać wiem,co mówię:)

No,ale nie byłabym sobą,gdybym nie pomarudziła w temacie….Gdybym nie zarzuciła swoimi refleksjami…..Jestem wszak z tych,co to raczej zanudzą swą ANALIZĄ niż przejdą do porządku dziennego szybką SYNTEZĄ tematu.

Dziś rozpadłam sie na miliony atomów….po 2 rozmowach.Zwykle przychodzi to NAGLE i GWAŁTOWNIE.No mam tak i nic już pewnie na to nie poradzę.Nie umiem się bronić.Nie umiem nawet przygotować siebie i świata….Przychodzi nagle i…trach….po mnie…..

No i są dzikie płacze,chęć pospania,bo sen leczy,chęć popicia,ale ostatnio jakby mniej uciekam się do takich idiotycznych pomysłów….Wolę pic winko,bo lubię,popić mrożonej wódeczki,bo fajna okazja i towarzystwo,zassać cydru,bo….bo się zakochałam w cydrze…..A nie pić,bo chcę o czymś/kimś zapomnieć….Słabe to.A ja nie lubię robić słabych rzeczy.

Ale dziś….dziś zobaczyłam,że jestem…żałosna. NIE WSZYSTKO NA SPRZEDAŻ,więc nie będę pisać dlaczego…Uwierzcie na słowo.JESTEM…No może byłam…..mam taki dar szybkiego ogarniania się…..Ale zanim to nastąpiło…..spotkałam ANIOŁA.

Powtarzam wszem i wobec,że …ZNAKI.Że czekać na nie,że nauczyć się je odczytywać i kierować nimi w życiu…..No to dostałam 2 potężne ZNAKI.W mig pojęłam ich znczenie dla mnie.Przestraszyłam się trochę,bo obiecałam Dobremu Panu Bogu,że jak pomoże komuś….to ja……to ja sie ewakuuję,zniknę z Jego życia.Taki deal.No i okazałam się słaba…..I dziś otrzymałam UPOMNIENIE…..ZNAK….że NIE WOLNO.ZAKAZ….że WSTĘP WZBRONIONY.

Potężnie mną zatrzęsło.KTOŚ mi dziś powiedział,że za bardzo osobiście,że za wiele MNIE tutaj….Tyle,że KTOŚ inny twierdzi,iż pomagam swoim przykładem,swoimi opowieściami o innych ludziach….odnajdywać drogę…Tych drugich głosów jakby więcej….Więc muszę dziś sobie odpowiedzieć:KTO MA RACJĘ.Rzeczą oczywistą jest,że te moje peregrynacje emo nie nadają się na materiał do książki…No na pewno NIE wszystkie.Ten mój blog….bo okazało się niestety,że jest tylko mój …no więc ten mój blog…to jakies miejsce ku pokrzepieniu,ale i niezłe katharsis…nie tylko dla mnie…Jako się rzekło: zatrzęsło mną potężnie.Zrozumiałam w mgnieniu oka…co czuję.
A czego w żadnym razie nie powinnam czuć.No i dlatego uważam,że jestem…żałosna.

Po odespaniu pierwszego szoku…Zrozumienie i nazwanie swoich uczuć,bo to już nie emocje…..więc nazwanie ich po imieniu…załamało mnie.Poszłam na nocny spacer.Zapomniałam niestety,że to GDANSK,że JARMARK,że TŁUMY…..Ale i tak niebiosa łaskawe były…..bo spotkałam ANIOŁA.

Wyobraźcie sobie NAJPIĘKNIEJSZĄ DZIEWCZYNĘ….o cudownej twarzy,przepięknych oczach,alabastrowej cerze,ustach ….ech takich ,jak maliny,stworzonych do całowania,o włosach bujnych i anielsko złotych…..o drobnej figurze,ale wysokiej,pięknie ubranej,w dodatku tak zmyślnie,by uwidocznić walory figury:piękne bujne piersi,zgrabne nogi,kształtne dłonie……A teraz wyobraźcie sobie,że dziewczyna ta jest…..sparaliżowana.Jest przypięta dosłownie do wózka…bo całkowicie bezwładna….Tylko rusza głową…Uśmiecha się anielskim swym uśmiechem…Mówi rzeczy,które zawróciły mi w głowie…Ona cieszy się…życiem.Chłonie życie nocnego Gdańska siedząc na tym wehikule…jedynym oparciem jest JEJ mama…..

Powiem tak:jestem pod wpływem tego,co usłyszałam od tej dziewczyny….bo ONA jedyna zwróciła uwagę na mnie….Stałam oparta o balustrade nad Motławą i płakałam,nie zwracając uwagi na mijający mnie tłum ludzi….To było silniejsze ode mnie.W mroku….myślałam,że w mroku uda mi sie ukryć moje łzy…..Ona poprosiła swoja mamę,by ta postawiła wózek koło mnie i zostawiła nas same…..Nie będę mówić,co usłyszałam….Rozmowa z ANIOŁEM nie nadaje sie do powtarzania….Nie tak…ot,bez cienia refleksji…Dopiero wtedy,podczas tej rozmowy poczułam się …..naprawdę żałosna.Jakie ja mam problemy???Co mnie powstrzymuje przed działaniem???Dlaczego ładuję sie w coś,co z góry jest skazane na przegraną,bo jest ZAKAZANYM OWOCEM??? Dlaczego sama sobie gotuję piekło emocji i uczuć,które nie powinny były w ogóle zostać dopuszczone do głosu???Dlaczego chodzę wiecznie zapłakana,nieszczęśliwa?? Skąd bierze się ta sinusoida uczuć i emocji??? Czy jestem człowiekiem rozumnym, czy zwykłą durną amebą,ktora nie umie myśleć rozumem tylko wiecznie kieruję się sercem??? i zawsze płaci za tę durnotę łzą…niepotrzebną łzą??Mała UWAGA dla tych,ktorzy myślą,że ja tylko o sprawach romansowych mówię:NIE,nie mówię tylko o tym.Boszszszszszsz…..

POINTA: nie ma dziś pointy… dziś jest tak,jakbyśmy stanęli przed obrazem jakiegoś mistrza pędzla…niech każdy sam poczuje to,co jest tam namalowane….Niech każdy domyśli się,jakie ja wyciągnęłam nauki z rozmowy z napotkanym ANIOŁEM………… Szukajcie swoich ZNAKÓW,gdy się pogubicie…ONE są.Ale trzeba szeroko otwierać oczy…..a nie szeroko je zamykać.


jedna kartka z książki Negatyw

NEGATYW_Ja MAK


Ten sam księżyc…..

Co noc kładę sie do łóżka i patrzę przez okno na księżyc….Jeśli jest….I wyobrażam sobie,że  i Ty setki kilometrów ode mnie widzisz go…..I to jest TEN SAM księżyc….Zobacz ,jakie to proste…Albo jadę samochodem,włączam muzyczkę…jakaś piosenka leci ….no tak to ta,przy której tańczyliśmy na…Oj…MY nie mamy wspólnej piosenki,My nawet nie tańczyliśmy razem…..Albo idę ulicą,mijam pary trzymające sie za ręce…Pamiętasz,jak szliśmy przez  park…..Oj,ale MY nigdy nie szliśmy razem przez park,nigdy nie trzymaliśmy się za ręce…..No dobrze…to może pamiętsz,jak siedzielismy na tej starej kanapie,oparci plecami i czytaliśmy w ciszy….Ale ja nie mam starej kanapy i nigdy nie byłeś u mnie w domu…..Czekaj,czekaj….to może pamiętasz,jak leżałam wtulona w Ciebie niczym fasolka,oplotłeś mnie swoimi nogami i rękoma niczym łupinka,odgrodziłeś mnie od świata……Nieeee…to też mi się chyba tylko śniło….To nie było naprawdę…..Ja  jestem z tych DZIELNYCH,co to żadnych łupinek,płotów i silnych  ramion nie potrzebują…..Czasem  tylko mam miłe sny…..Nooo….Dobrze,że  KSIĘŻYC jest chociaż ten sam…..Że możemy popatrzeć  wspólnie na niego…..TY gdzies TAM…ja  gdzieś TU…..Prawda,ze fajnie……Czasem położy się blaskiem na poduszce obok….Jakby cząstka Ciebie…..Hmmmmm…Dobranoc.

[Dedykuję Alice…….Alice W. z Gdańska i swiata]


Szkoda mi czasu…

Jakże szkoda mi czasu dla…idiotów i idiotek.Zbulwersowani…? No ba.Bo to niepoprawne.Ale cóż,szkoda mi i tyle.Wolę pójść do teatru,pogapić się na 0brazki w muzeum,książkę poczytać….Oj tam…ostatecznie wtulić sie w kogos ważnego dla mnie.No,ale skoro nikogo ważnego dla mnie do wtulania nie ma,więc pozostaje …trochę kooltury. I jaka korzyść dla mózgu,dla naszych emocji i podnoszenia poziomu  IQ….Do MENSY można by sie zapisać…Z mądrzejszymi od siebie powymieniać refleksje.A  gdy nam się to znudzi…można zaszyć sie w lesie,ptaków posłuchać,na chmury sie pogapić,przy ognisku stopy pogrzać….Więc po co mi tracić czas….Szkoda mi czasu dla…idiotów i idiotek.


%d blogerów lubi to: