Category Archives: Mistrza okiem……

Zawiłości

Zawiłości

Ponoć ludzie inteligentni nie mówią o rzeczach oczywistych … Milczenie to dobry wstęp do tego aby powiedzieć coś nieoczywistego 🙂


Zapatrzeni w siebie, wciąż nienasyceni …

Tak chyba Marek Grechuta śpiewał ale ja nie o tym. No może trochę o tym…

To taka refleksja nad człowieczą niedolą. Szczególnie nad dolą – niedolą tych niepoukładanych umysłów o wrażliwości motylej i wyczulonej na każdy podmuch dziejowy w świecie … ich świecie. Targa od prawa do lewa, rzuca wszystko na szalę i… spada z wysokości swoich uniesień bo słowo nie tak wypowiedziane i pauza nie w tym momencie a milczenie powiedziało wszystko. Bo taka dusza motyla chce być dla wszystkich i wszystkim dla kogoś kto ma świat otworzyć, rozjaśnić, wypełnić. I zrozumieć wszystko i wszystkich a przede wszystkim siebie. A świat okrutny jest bo żyje samolubnie i nie ogląda się za siebie idzie do przodu ku zatraceniu zatroskany w rzeczach durnych, chmurnych i prozaicznych. Taka chwila przemyślenia bo sam tak czasem mam i rozumiem, kiedy wiatr takiego motyla przywieje przysiadam z nim i dotykamy rzeczy, których tylko motyl może dotknąć a mikrokosmos motyli rozpościera krajobraz szeroki i patrzy się w chmury i dusza śpiewa. I dobrze! Ale motylom żyje się ciężko bo to lekkie, ważkie i jak wicher dmie to ulecieć pod prąd ciężko a wiatr z oczu łzy wyciska. Wszystko idzie się walić i w motylej duszy rozpacz. I po co komu taka motyla dusza?

Gdyby Stwórca tego całego bałaganu był nieogarnięty to by o motylach zapomniał i w procesie tworzenia pominął. Oj działoby się wtedy … bez tych mrówek, motylków, żuczków i całego świata milimetrowych wymiarów. Nie mnie oceniać złożoność tego wszystkiego i ważność istnienia duszy motylej. Wiem tylko tyle, że świat bez motylej wrażliwości jest niepełny tak jak bez niedźwiedziej gruboskurności czy małpiego rozumu. Wszystko jakoś gra ze sobą w odwieczną grę o dominację. Bo ważne są oczywiście proporcje ale o tym nawet motyle wiedzą. Ja nauczyłem się od świata braci mniejszych, że ważne są chwile. Że plany bycia bardziej i lepiej są dobre bo pomagają iść do przodu ale ważne jest tu i teraz i czasem wystarczy tylko być. Nie wymagać, nie oczekiwać, tylko być. I nie koniecznie w bezpośrednim, fizycznym sąsiedztwie. Być w czyjejś świadomości z wrażliwością motylą … bo nie tylko motyle tego potrzebują.

Czy ja dokładnie o tym chciałem?

No już nie wiem… ale jakoś tak do motylej społeczności.

Motyl Emanuel 


inna kartka z książki Negatyw

NEGATYW_LĘK


Fotografia i Wiedźma

Jest takie zdjęcie… Ona, On i pies. Letni kadr w ogrodzie. Ona uśmiechnięta,jak zawsze, On w mocno niemodnych okularach, pies ze szczęśliwym pyskiem i wywieszonym jęzorem. Patrzą w obiektyw mówiąc: „jest pięknie”.

Cała trójka już nie żyje. On odszedł pierwszy, Ona parę lat później i na końcu pies. Najpierw płakałem nad Nim i Jego szpitalnym łóżkiem, kiedy powoli z dnia na dzień zasypiał coraz mocniej.  Zdałem sobie sprawę, że powinien mi jeszcze tyle podpowiedzieć o życiu albo przynajmniej być gdzieś obok. Ona, pełna życia i siły nie wiadomo skąd, witała śmierć z uśmiechem. Nad Nią modliłem się najbardziej, pełen wiary w Jej życiową siłę i pełen niedowierzania w śmiertelną chorobę. Modlitwa była za słaba, a nowotwór za silny. Pewnego marcowego dnia pozostawiła mnie z tym doświadczeniem modlitewnej niemocy. Pies dołączył do Tych Dwojga wkrótce potem. Pozostawili puste miejsca, no i zdjęcie. Nie zatrzymuję się nad tą fotografią zbyt długo, bo i po co. Nie można przecież żyć przeszłością i wspomnieniami. Życie wypełnia się inną treścią, a wspomnienia bolą. Nie wchodzę w te miejsca i skręcam w bieżące sprawy nazywając ten manewr życiowym doświadczeniem i dojrzałością emocjonalną.

To były długie zimowe wieczory. Dużo czytania i pisania po blady świt. W tym wszystkim dziwny kontakt za pomocą wiązek energetycznych budowany. Jakieś ładunki przesyłane torem świata równoległego, gdzie czas i przestrzeń nie mają znaczenia. No czegoś takiego jeszcze nie było! Świat snu i jawy zlewał się w jedną masę i niósł mnie niczym liść w nurcie rzeki. Niezły odjazd. No nie… nic z tych rzeczy—nic nie piłem i nie brałem. Po prostu poznałem Wiedźmę. Wiedźma, jak to Wiedźma wszystkowiedząca, ale to z tych dobrych Wiedźm. Rzekłbym Dusza Człowiek …

Pamiętam była noc gwiaździsta i wszelkie ciała niebieskie na nieboskłon wylazły. Aż chciało się łeb zadzierać i wyć do księżyca. Ale czas był nie po temu, bo owa kochana Wiedźma zmagała się ze smokiem i pewnego poniedziałku wyrok miał zapaść. Wtedy to stojąc pod tym rozgwieżdżonym niebem, myślałem o tej Trójce z fotografii i o ludzkiej niemocy. Ale tej nocy niebo było otwarte i można było wszystko powiedzieć. Ośmieliłem się zatem mniej więcej tak: „Boże… tym razem mógłbyś zrobić taki numer, że wszystko będzie OK”. Dla pewności jeszcze powtarzam to cyklicznie do dziś ale … to chyba działa już niezależnie. Wiadomo, Wiedźma… ma inne przełożenie 🙂

Teraz dostaję czasami cykliczną zjebkę od Niej, czyli od wspomnianej Wiedźmy… no i wtedy chyba jest najfajniej, bo wiem, że jest w formie. Powody są najróżniejsze i najczęściej o znaczeniu globalnym. Winnym jestem ja, więc się za dużo nie szamoczę. Myślę wtedy tylko: „Ważne, że niebo nie zawiesiło swojej działalności mimo, że czasem tracimy wiarę w to, że się dla nas otwiera” .


Nie zawsze jasno widzę świat

Nie zawsze jasno widzę świat


Most, którego nie było

IMG_0898


Cisza

DSC_0167Do jeziora idzie się przez las. Od szosy trzeba przejść pewnie ze dwa kilometry leśnym duktem. Drzewa po obu stronach drogi sukcesywnie wytłumiają dźwięki, które zostają za plecami. Jest coraz ciszej i coraz bardziej tajemniczo. Droga finiszuje na skraju skarpy, z której można podziwiać wspaniały widok… jezioro. Tafla wody otoczona jest ze wszystkich stron lasem co daje totalne odizolowanie… jest cisza.

Siedzę na pomoście nisko zawieszonym nad wodą. Napełniam oczy przestrzenią zamkniętą horyzontem drzew na drugim brzegu. Nic nie zakłóca ciszy. Przyzwyczajony do codziennego zgiełku miasta siedzę zauroczony niezwykłością ciszy. Tak jakby świat wyłączył głośniki. Zaczynam słuchać własnych myśli… jakie to niezwykłe. W tej ciszy słucham dźwięków, o których już dawno zapomniałem. Najpierw delikatny podmuch wkłada swoje palce w moje włosy,jakby mówił „cześć, co tu robisz?”… i to muśnięcie po mojej twarzy. Mrużę oczy i wiem, że to przemówił do mnie majowy WIATR. Przy okazji,za plecami poruszyły się gałęzie drzew i zaszeleściły liście. Odwróciłem się na chwilę,aby pozdrowić milczeniem rozkołysane zielone towarzystwo. Tak przemówiły DRZEWA. Zrobiło się swojsko i już nie tak tajemniczo, więc odważyłem się zanurzyć dłoń w czystej wodzie. Delikatny plusk zabrzmiał,jak wyraźne „dzień dobry”, a chłodne i wesołe krople zaczęły uciekać z mojej dłoni. Tak odezwało się JEZIORO. Za chwilę przybrzeżne tataraki zaszumiały przyłączając się do pozdrowień. Słyszałem coraz więcej dźwięków. Gdzieś zastukał dzięcioł,a na drugim brzegu chyba rozmawiały perkozy. Tak, to już była symfonia dźwięków,ale subtelnych, dających szansę wypowiedzi dla moich myśli. Harmonia złożona z myśli i … szeptów natury. Podporządkowałem się ciszy, a ona przemówiła i dała się usłyszeć. Wtopiłem się w ten nadbrzeżny krajobraz i poczułem się jego częścią. Teraz można było porozmawiać z wodą, wiatrem, drzewami i piaskiem pod stopami. Jak dobrze, że nikt nic nie mówił. Po jednym słowie zapewne cały ten świat by zniknął.

To właśnie poczułem nad brzegiem tego jeziora… Ha, zabrzmiało mistycznie ale dla takich chwil warto żyć.  Jutro znowu przepadnę w jakimś dziwnym zwariowanym świecie, który sobie wykrzyczeliśmy bez zwracania uwagi na to co do nas mówi Dobry Pan Bóg. Tak, przywołałem Najwyższego,bo przypomniałem sobie biblijną opowieść,jak to zniecierpliwieni Żydzi pytali Jezusa kiedy przywróci im, jako Mesjasz, zapowiadane królestwo Izraela. Nie rozumieli znaczenia i gubili istotę w imię ludzkich wyobrażeń… Chyba nigdy nie zrozumiemy wymiaru owego Królestwa tak, jak nie zrozumiemy znaczenia ciszy. Tak więc jutro znowu zakrzyczymy wszystko, co będzie chciało do nas POMILCZEĆ … szkoda.


%d blogerów lubi to: