Category Archives: Opowiadania

Ważka.

[*]Jerzy...mój szwagier.Dzień zapowiadał się…po prostu się zapowiadał.Było w domu cicho.Nawet kocica o tej porze roku chimeryczna: raz pogłaszcz mnie_raz daj mi spokój_raz chcę na słońcu nagrzać swoje kości_raz chcę lizać swoje futerko w najdalszym kącie domu…..i tak w kółko…siedziała dziś cichutko koło mnie na kołdrze i patrzyła ufnie w przyszłość…..no,bo co sie może wydarzyć takiej Pańci,jak ja…..kolejny raz złamane serce i popłakiwanie w każdym kąciku domu,ciche szlochy,łkania lub rozdzierajace kocie serce i tnące powietrze dzikie zanoszenie się nieszczęsnej……Nic nowego…Jak to ludzie mawiają:NIHIL NOVI SUB SOLE… Raczej nuda i rutyna…..więc co sie tam przejmować….Jak mawia JEj Przyjaciel….zdaje się,że juz były Przyjaciel,a może własciwiej byłoby nazywać Go: NIEDOSZŁY PRZYJACIEL….Jak zwał tak zwał tenże mawia:WAŻNE JEST TU I TERAZ….wiec ja idąc tym kocim tropem…nie będe sie pałować tym,że moja Pańcia znowu jest jakby z lekka melancholijna….No masz…..Będziesz TY cicho…To ja dzis jestem narratorem….Co to ja mam z tymi kotami.Wcina się nawet w moje opowiadanko….Ech…

Tak więc dzień zapowiadał się…Było cicho i melancholijnie.Za dwa dni wyjeżdżam na dłużej,by dopełnić obowiązku pochówku mojego szwagra.Mąż na szczęście już…BYŁY.Ale ,jak to mawiają:SZWAGREM ZOSTAJE SIE NA CAŁE ŻYCIE.Jola….żona Jerzego obiecała mi jakąś tajemniczą opowiastkę o DRAGONFLY….czyli po ludzku: naszej ważce.Gdyby nie to….wcale nie zauważyłabym tego,co się dziś wydarzyło….Niby NIC.A jednak…..
No fakt …niedziela….Ale wybieram się na dłużej poza moj domowy azyl,więc chciałam posprzątać roślinki za oknem…Tak skrótowo nazywam chowanie ich,zabezpieczanie przed ewentualnymi przymrozkami jesiennymi.Już,już miałam otworzyć okno w kuchni,gdy nagle zobaczyłam rozpędzonego owada,ktory nie zwracając uwagi na moje szyby w oknach uderzył z całym impetem w jedną z nich.Na szczęscie usłyszałam tylko jakby zgrzyt paznokcia po szybie….Owad,a konkretnie przecudnej urody ważka zawróciła i kolejny raz rozpędziwszy się,uderzyła w szybę…..I tak moze 6-7 razy pod rząd….Otworzyłam okno i krzyknęłam,nie wiedzieć czemu:”Yezooo,co TY robisz???Zabijesz się.Przestań.Słyszysz???Natychmiast przestań!!!”….nastąpiła cisza.Ważka odleciała przepisową odleglość.Zawisła w powietrzu i znowu rozpędziła się…..ja stałam w otwartym oknie,gotowa na….No własciwie nie wiem na co…..I nagle stało sie coś, czego NIE ROZUMIEM:ważka zatrzymała sie przede mną na wysokości moich oczu w odległości…no może 15-20centymetrów.Patrzyłyśmy na siebie,jak 2 cowboys na westernie,czekając każda z nas na ruch tej drugiej…..i nagle WAŻKA zrobiła coś na kszałt ukłonu….no tak,jak to śmigłowce czubkami kadłuba robią:ruchy w górę i w dół bez ruszania się w przód czy do tyłu…..i nagle wykonała szybki zwrot o 90 stopni, i……….odleciała.
Stałam nieporuszona może jakieś 5-6 minut,ale już nic więcej nie wydarzyło się.
KONIEC OPOWIEŚCI. Nie wiem czemu,ale mam wrażenie,że Jola ma mi do opowiedzenia jakąś ważną historię o DRAGONFLY,ważce ……Tam w LA tez wydarzyło sie coś tajemniczego …..Coś,co może wyjaśni mi tajemnicze zachowanie „mojej ważki”…..
Dzień zbliża sie ku końcowi…Zapowiadał się…to sie czuło od rana.
***Dedykuję to opowiadanko z życia wzięte mojemu szwagrowi….Jerzy…..Odpoczywaj w spokoju.Niedługo spoczniesz ze swoimi RODZICAMI.Już ja tego dopilnuję.


Pudełko.

Teoria jest taka:Mamy swoje pudełka,do których wkładamy troski i radości.Właściwie jest w nich wszystko.Wszystko,co nas spotyka,nasze emocje,emocje tych innych,uczucia miłe i bolesne…..Wszystko.
Praktyka juz bardziej skomplikowana jest.No bo od nas zależy co się z tym WSZYSTKIM dzieje.Czy trzymamy je(te pudełka) pod ręką,czy są pozamykane szczelnie i schowane,czy grzebiemy w nich,jak we wspomnieniach,przerzucając przeszłe,dorzucając teraźniejsze,w nadziei na przyszłe…nie umiemy ich zamknąć.ALE…
Ale,jak we wszystkm faceci i my różnimy sie w podejściu do swoich pudełek i ich zawartości.
Faceci mają raczej prosto:ich uwagę przykuwaja tylko te fajne,dobre pudełka…..więc zajmują się tylko nimi.Te złe zalepiają szczelnie taśmą i wynoszą do piwnicy,stawiając na najniższych półkach,w najdalszych kątach.Czasem…powtarzam:CZASEM,przez przypadek raczej,jakies zapomnienie,nieuwagę czy może i ciekawość zajrzą tam,ale czym prędzej zamykają je:Aaaa tam,co sie będę pałował czymś,co mnie juz nie bawi,co mnie już nie interesuje,a może nawet boli….Było…minęło.Zamknięty rozdział…Teraz juz zyję w innym klimacie……Zamykają więc te pudła i kłopot z bańki.A pod ręką tylko te miłe,dobre są otwarte.Te z napisem:RYBY,KONIE, YACHT,PUB,BRYDŻYK,ZNACZKI,GÓRY….dla każdego coś.W nich mogą mieszać bez końca….zawsze coś ciekawego,miłego się zdarza,można dorzucić to do pudełka.Faceci mają też coś niewiarygodnie ciekawego…mają swoje PUDEŁKA NICOŚCI.No ba.Bez nich trudno byłoby im żyć.Przecież zawsze to fajnie jest tak zgłuszyć się,a to bezmyślnym przerzucaniem kanałów w tiwi,tańcami na rurze,waleniem w klawikord z kimś,kto tak naprawdę niewiele ich obchodzi,jeżdżeniem czołgiem w wirtualu…..No jest tych mozliwości wiele.PUDEŁKO NICOŚCI jest takim wentylem bezpieczeństwa,azylem może nawet…Takim wygłuszaczem jest to PUDEŁKO NICOŚCI.
A my…?No cóż,mamy też te swoje pudełka,ale jakoś z wielkim trudem przychodzi nam je uporządkować,a jak trzeba to i pozamykać,odstawić i zapomnieć.No,bo jak zapomnieć,że powiedział:Masz ładne oczy.ON juz to pudełko dawno ma w piwnicy.ONA jeszcze do niego zagląda i grzebie w nim.A jak przejść do porządku dziennego nad:Będziemy Przyjaciółmi.JEGO pudełko juz pokrył kurz zapomnienia.ONA jeszcze nie umie domknąć wieczka i przestać tam przez szczelinkę zaglądać w nadziei,że coś się jakimś cudem samo ułoży w tym pudełku.Jakże nie zaszlochać nad:Będę zawsze wspierał Cię w…..JEGO pudełko juz dawno oplotła pajęczyna.ONA nie umie dociąć taśmy samoprzylepnej,by oblepić nią już niby domknięte wieczko.Ot i taka sprawa z tymi pudełkami.
No i MY chyba nie potrafimy,a własciwie nie mamy swoich PUDEŁEK NICOŚCI.Nasze głowy wiecznie zaprzątniete tym……do którego ze swoich pudełek dziś powinnyśmy zajrzeć,w czym tam pogmerać,co wyjąć,co na dno,co na wierzch…..Tasowanie,docinanie do nowych kształtów,segregowanie, rozpamiętywanie i…..albo radość,albo płacz.
POINTA:Ale,że co?Że nie da sie walczyć z naturą???Że ja kolanem dopycham wieczko i zaglądam przez szczelinkę,a on w tym czasie w swoim PUDEŁKU NICOŚCI z błogą minką????
No popatrz,przyjrzyj się dobrze…..Właśnie ze świeżo zakupioną taśmą samoprzylepną walczę,dopycham kolanem wieczko i zalepiam,zalepiam…Klucz do piwnicy w kieszeni.Pająki powiadomione….juz zaczynają pleść te swoje pajęczyny.Kurz zapomnienia juz osiada…..I można,i można……..
[Majeczko….dzięki za inspirę….Zapomniałam o …pudełkach…]


Sukienka

No dobra…a gdzie jest powiedziane,że to On ma pierwszy wyznać,że Cię kocha.Może czasem należy przyspieszyć bieg wydarzeń,ośmielić go i wyszeptać do ucha:”Kocham Cię,ale nie wiem co mam z tym uczuciem zrobić…”Bo może ta Wasza niepewność,ba…nieśmiałość jakaś…bo wszystko to razem wzięte może zacząć przypominać sytuację,gdy stoisz przed wystawą sklepu i widzisz na niej parę ślicznych pantofelków albo lepiej:cudną torebkę…stop…jeszcze lepiej:turbosukienkę szytą,jak dla Ciebie…Wpadasz do środka,przymierzasz ją.Przymierzasz cała rozdygotana i podniecona…leży na Tobie,jak druga skóra…Ale…ale zwyczajnie nie stać Cię na nią.ZAKAZ…bo przecież nie ukradniesz,bo nie wolno,nie zapożyczysz się,bo i tak musiałabyś szybko oddać…No,a w końcu…jakoś tak głupio…z powodu sukienki tyle wariactwa…Ale jednak przychodzisz codziennie pod sklep,patrzysz tęsknie na wystawę.Czasem wchodzisz i tak niby niechcący,ocierasz się o rękaw,dotykasz guziczka,owijasz pasek dookoła palca.Wciągasz nosem zapach materiału…Wreszcie mrużysz oczy i zaczynasz marzyć,by znów poczuć chłod materii na swojej gołej skórze.Dreszcz przebiega Ci po plecach,aż sutki Twoich piersi stają wyprężone niczym namiociki wezyra…..hahaha…Widzę to,jakbym tam była.
No cóż…z miłością do Niego jest podobnie.Spotykacie się,rozmawiacie,patrzycie na siebie,czasem niechcący,czasem chcący dotykacie w przelocie,a może dzieje się coś więcej…tego nie wiem.Nie potraficie jednak powiedzieć sobie wzajemnie,że już nie umiecie żyć bez siebie…On,ze nie umie zamieszać kawy,nie myśląc o Tobie,o Twoim dołeczku w brodzie i cudownych zielonych oczach.Ty zaś nie umiesz przejść na drugą stronę ulicy,nie zastanawiając się czy zaaprobowałby ten skrót przez park,mrużąc sceptycznie swe szare oczy i zanosząc się perlistym śmiechem na propozycję…no mniejsza z tym…Coś mi się całkiem prywatnie skojarzyło,a przecież nie rozmawiamy o mnie…..
Tak czy siak…żyjecie obok siebie,a jednak z dala,osobno,bo zwyczajnie w świecie nie umiecie powiedzieć szczerze i głośno…co Was łączy.
Pewnego dnia przechodząc koło swojego sklepu,widzisz,ze nie ma już tej sukienki na wystawie.Wpadasz spłoszona do środka i dowiadujesz się,że została właśnie kupiona.Tak kończą się takie historie…
Ach…dopowiem tylko,że sama wczoraj kupiłam przecudną sukienkę.Jest naprawdę piękna.Ale ja wciąż wspominam zupełnie inną…tę,na którą mnie nie stać.Ktoś inny dawno ją kupił.Ja mogę juz tylko tęsknie ją podziwiać,że jest całkiem ładna,choć wcale nie pasuje do osoby,która ją nosi…ale to juz zupełnie inna historia…………………..


…początek opowiadanka………

(97) …poczatek opowiadanka……….


…uwięziona…

Czasami czuję się,jakbym była zamknięta w jakimś opowiadaniu…ba …w powieści nawet.Powieść szkatułkowa „Manuscrit trouve a Saragosse”(„Rękopis znaleziony w Saragossie”)Jana Potockiego to odpowiednik tej powieści,w której czuję się zamknięta.Wszystko dzieje się poza mną,obok…ale ja porwana wydarzeniami walczę,macham łapkami i…NIC…nie mam żadnego wpływu na bieg wydarzeń,choć zanurzona jestem w nich po szyję.Kolejne wątki wypływają jeden z drugiego,aż można dostać zawrotu głowy od ich mnogości.Powracają później do korzeni,ale ja już,jak we śnie narkotycznym, obojętnieję na wszystko.Wydarzenia…ten ich wezbrany i gwałtowny nurt…niesie mnie,unosi raz na powierzchni,raz zatapia,by wirem wreszcie zakołować mną i wynieść w miejscu,którego najmniej się spodziewam w danym momencie…..Ludzie wokoło mnie się zmieniają,pojawiają i znikają raptem.Życie to czy powieść…mam jeszcze jakis wpływ na to wszystko czy Dobry Pan Bóg pozapisywał mi już wszystkie kartki mojej powieści…a ja tylko zaczytuję się we własnych losach i czytam z wypiekami na twarzy,zgadując co to się jeszcze może wydarzyć,kogo powitam,kogo pożegnam,kogo ja pokocham ,a kto mnie…Czasami czuję się,jakbym była zamknięta w jakimś opowiadaniu…ba…w powieści nawet.Nagle…TRZASK..i ktos zamknie tylną okładkę…i cały mój świat zniknie……………………………………………………………………………………….


%d blogerów lubi to: